czwartek, 21 listopada 2013

.


Prolog


Rozciągamy obie nasze ręce...
Mijają chmury, przecinają niebo...
Nawet mimo że dotykamy Księżyca i Marsa...
Wciąż nie możemy dotknąć prawdy.




 Wieje ostry, porywisty wiatr. Drzewa i krzaki kłaniają się potężnemu, sinemu  niebu.
Żółtawe liście wirują w takt z tumanami kurzu. Okiennice uderzają o ściany w popłochu, zaciągane są żaluzje. Słychać pierwszy grzmot, widać pierwszy błysk.


 Z każdą odrzuconą dumą
Nasze bestie są o krok bliżej.
Jedno zabite serce,
A nasze bestie odchodzą precz.



Przez okna nie wygląda żadna twarz. Nigdzie nie słychać ujadania psów, mruczeń kotów, głosów ludzi czy treli ptaków. Ogarniająca cisza, tylko ostry szelest liści na wietrze i odgłosy odległego, choć z każdą chwilą bliższego grzmotu.


  Ogień błyskawicy o niedotykalnych zębach....
Jak rozwiązanie problemu bez patrzenia w gwiazdy...
Jakby nie trzeba było krzyczeć, aż do utraty głosu.




 Kobieta stoi przy oknie, kreśli nań nieznane symbole i piktogramy. Jej głos wypełnia pusty pokój, w którym się znajduje. Granatowy nieboskłon przeszywa błyskawica, niczym lśniący miecz. Następnie grzmot wprawia w drżenie stuletnie budowle. Kobieta uśmiecha się zadowolona. Wie, że już nie długo dostanie to, czego chce...


 Powód, dla którego uważamy kwiaty nad przepaścią za piękne,
to to, że sami stojąc nad przepaścią,
Nie wychylimy się poza krawędź
Jak te nieustraszone kwiaty.




  Doczekała się. W chwili, gdy budynek zatrząsł się okropnie, niebo otworzył błękitny zygzak. Z niego na ziemię opada dziwna, przeplatana bielą, szarością i czernią kula. Uderza i ginie wśród kłaniających się drzew. Wtedy deszcz ostro opadł na szybę. Kobieta zaśmiała się, uśmiechnęła z tryumfem w oczach, kończąc rysowanie znaków. Szkło zmienia się w lustro. Ukazuje ono kobiecie nastolatkę o krwistych włosach i fioletowych oczach. Wokół niej są małe dymki, niby namalowane szepty. Za czerwonowłosą dziewczyną tańczą kruki, ich pióra opadają z wolna na ziemię. 
 Tak.. tak... tak!
Obraz zamazuje się, zrywa się jeszcze mocniejszy wiatr. Nie bacząc na to, kobieta zakłada na jasną głowę kaptur, owija się czarną chustą i wychodzi w ulewę. Rusza w stronę lasu, śmiejąc się i tańcząc w ulewnym deszczu... Nawet kiedy znika w szarej zieleni i ciemności, wciąż słychać jej śmiech.
Pełen zadowolenia, tryumfu i złośliwości... 



  Nie możemy nigdy ronić łez.
To forma życiowej porażki
I jeżeli poddamy się emocjom,
Staną się tylko dowodem
Naszej niezdolności w kontrolowaniu ich.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz